Czyżby szabrownicy dotarli do Dolędzina?

Spacerując leśnymi duktami Dolędzina, tej niesamowitej niegdyś osady, patrząc na mieniącą się w jesiennym słońcu aleję czerwonych dębów dostrzegłam coś co skłoniło mnie do napisania tych kilku słów. Przechadzałam się już tędy wielokrotnie zawsze zachodząc na skraj lasu gdzie posadowione są dwie tajemnicze mogiły skrywające niezwykłą historię dwóch przyjaciół, których połączyły dzieje wojen, waśni i spokojnych dostatnich czasów. Żyli obok siebie połączeni więzią przyjaźni aż po kres swoich dni. Zacznę może od początku zbytnio się nie rozwodząc. Otóż Dolędzin to dziedziczne ziemie starej śląskiej szlachty rodz. von Wrochem.   Po bezpotomnej śmierci właściciela Dolędzina Ludwika von Wrochem (który umarł nagle w wieku zaledwie 21 lat), w roku 1870 dziedzicem majątku został jego siostrzeniec, młody chłopak, 16-letni Karol Ludwik von Gellhorn, syn Marii von Wrochem i majora Paula von Gellhorn z Legnicy. W tym samym roku młody dziedzic uzyskał zgodę na połączenie nazwisk rodziców i odtąd nazywał się von Wrochem-Gellhorn. W 1878 roku uzyskał zgodę na połączenie dwóch rodowych herbów. Zgodnie z rodzinną tradycją młody człowiek zrobił wielką karierę w wojsku, był oficerem regimentu huzarów królewsko-pruskiej Lejb-Gwardii i dosłużył się stopnia generała-majora. Generał Carl Ludwik von Wrochem-Gellhorn urodził się 28 stycznia 1856 roku w Legnicy.  16 października 1890r ożenił się z dziedziczką dóbr szonowickich – Olgą von Selchov urodzoną 6 marca 1873r. Ślub odbył się w Dolędzinie w obrządku ewangelickim. 34 letni generał po romantycznym acz krótkim narzeczeństwie poślubił 17 letnią Olgę z nadzieją na długie i szczęśliwe życie. Duża różnica wieku nie była przeszkodą wielkiej miłości jaka zrodziła się między nimi. Wspólnie zamieszkali w pałacyku rodziny von Selchov w Szonowicach. Generał Carl Ludwik von Wrochem-Gellhorn był bardzo dobrym gospodarzem i zarządcą połączonych majątków. Stale inwestował, rozbudowywał, ulepszał, a szczęście mu sprzyjało gospodarstwa kwitły, a ludziom pracujący na jego dobrach żyło się spokojnie i dostatnio. Niestety ich osobiste życie rodzinne nie było zbyt szczęśliwe, a to z powodu braku potomstwa, którego oboje pragnęli. Żona generała zmarła 3 czerwca 1926r we Wrocławiu mając 52 lata. Wracając jednak do tajemniczych mogił na skraju Dolędzińskiego lasku – mogiły są dwie: jedna z inskrypcją Richard Block, druga to miejsce pochówku Generała Carla Ludwika. Richard Block to serdeczny przyjaciel właściciela majątku. Dlaczego u boku generała nie spoczęła Jego ukochana małżonka? Tutejsi mieszkańcy, którzy pamiętają jeszcze tamte czasy mówią, że ostatnim życzeniem dziedziczki Olgi było by po jej śmierci trumnę z jej ciałem złożyć na wozie zaprzągniętym w cztery białe woły i puścić je wolno. Tam gdzie wóz się zatrzyma tam ma zostać pochowana. O tym miejscu miał wiedzieć tylko Generał Carl Ludwik von Wrochem-Gellhorn oraz jego najbliższe otoczenie. Tak się też zapewne stało bo nikt nie zna miejsca pochówku Olgi choć była to osoba o niezwykle przyjemnym i przyjaznym usposobieniu oraz licznych zasługach dla miejscowej ludności. Prowadziła we wsi szkółkę dla przyszłych gospodyń, sprowadziła siostry zakonne, utworzyła we wsi sieć usług opiekuńczych, medycznych, prowadziła szkółkę dla dzieci itd…. Przypuszczam, że jej grób znajdować się może przy starym leśnym trakcie, którym generał codziennie przejeżdżał wizytując swoje majątki.  Codziennie czy pogoda czy niepogoda o godzinie 11.00 kuczer Skiba zaprzęgał konie w Dolędzińskim majątku i wyjeżdżał po generała do Szonowic. Ten wsiadał do bryczki i o 12.00 wyjeżdżał z Szonowic do Dolędzina. Nie jeździł powszechnie używaną drogą, a zawsze polami i leśnym duktem, który kończył się u stóp wzgórza gdzie spoczął sędziwy generał. Jego kunsztowny, choć skromnie wykonany nagrobek świadczy że powstał zanim jeszcze w te strony zawitała wojenna zawierucha. Może takie było życzenie kawalerzysty, bo niedaleko, po drugiej stronie drogi znajdowała się stadnina, stajnie i tym sposobem mógł być blisko ukochanych zapewne koni. Skromny nagrobek posiada inskrypcję w postaci zapisu: tu spoczywa Generał Carl Ludwik von Wrochem-Gellhorn, Königl. Preuss. Generalmajor, Pan na Dolędzinie w latach 1870 – 19……. (nie wykuto daty) urodzony 28 stycznia 1856 roku w Legnicy. Zmarł w styczniu 1945r tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Daty śmierci na nagrobku nie wykuto do dziś. Pogrzeb odbył się w mroźny styczniowy dzień z udziałem najbliższych oraz mieszkańców obu majątków: Szonowic i Dolędzina. Po wkroczeniu Rosjan mogiła została zdewastowana, otworzona i rozgrzebana, a Dolędziński pałacyk spalony w marcu 1945. U boku  Generała Carl Ludwika spoczywa niezwykła postać. Jej historia jest następująca: otóż podczas działań wojennych w latach 1905 – 1919 Carl Wrochem służył jako półkownik Pruskiego Regimentu Husarskiego. W roku 1918 dowodzony przez Carla regiment, podobnie jak cały pułk pełnił głównie służbę patrolową na Wileńszczyźnie, między innymi ochraniał szlaki komunikacyjne. Carl Wrochem podczas tych działań wojskowych na kresach miał ponad 62 lata. Była to końcówka wojny, straty huzarów były ogromne spośród 450 żołnierzy tej formacji śmierć poniosło 138, w tym 18 oficerów – na czele z dowódcą baronem von Leppelem. Carl podczas jednej z potyczek w okolicach miasteczka Sonnax ledwie uszedł z pola bitwy, życie uratował mu pewien Łotysz, choć w majątku dolędzińskim, zawsze mówiono o nim rosjanin. Nie wiadomo jak powiązały się ich losy ale z pewnością stali się sobie bardzo bliscy. Niedługo po tym zdarzeniu w Rosji wybuchła wojna domowa, później Wielka Rewolucja. Rozpoczęły się prześladowania, aresztowania, zabójstwa i zmuszanie do emigracji działaczy partii niebolszewickich. Richard Block był kościelnym w Sunaxte, należał to Towarzystwa Literatów, zajmowali się głównie krzewieniem literatury i kultury niemieckiej. Jako człowiek niesprzyjający rewolucji został w jakiś sposób zmuszony do ucieczki, emigracji. Na nagrobku pisze „W roku 1916 wysiedlony ze swych rodzinnych stron w Kurlandii” Carl Wrochem sprowadza go do swojego majątku w roku 1920. Richard Block ma wówczas 28 lat, jest wielkim przyjacielem Generała bo tak zwykle nazywano Wrochema i zostaje głównym ekonomem w majątku. W pamięci najstarszych mieszkańców Dolędzina pozostaje fakt, że Richard Block był człowiekiem wykształconym, niezwykle statecznym, mieszkał w dworku Wrochema w Dlędzinie, miał na zamku narzeczoną ale nigdy się nie ożenił. Towarzyszył „Generałowi” we wszystkich ważniejszych wydarzeniach. Zmarł w Dolędzinie 4 grudnia 1938 roku mając 66lat. Inskrypcja na nagrobku mówi, że „swojej nowej ojczyźnie odwdzięczył się dużą wiernością”. Obecnie miejsce to jest bardzo zaniedbane, sądząc po naruszonych płytach nagrobnych ktoś próbował szukać czegoś wewnątrz grobów.