Tajemniczy kamień w Małej Remizie

Jest takie niepozornie miejsce w leśnym zagajniku zwanym Małą Remizą, skrywające tajemnicę niezwykle tragicznego wydarzenia. Wszystko rozpoczęło się około 1900 roku kiedy to kłusownicy zaczęli pustoszyć pańskie lasy, zagajniki i remizy. Właściciel szonowickich dóbr ziemskich, Carl Wrochem-Gellhorn, liczył straty i z niezadowoleniem przyglądał się bezkarności rabusiów. W końcu zarządził by pracujący w majątku leśniczy Karol Waniek odbywał regularne nocne patrole w należących do niego dobrach. Służba to była niełatwa choć leśne dukty utrzymywane były w należytym porządku. Jesienne słoty, mroźne zimy i czający się kłusownicy roboty leśniczemu nie ułatwiali. Wędrówki po lesie w dzień doświadczył pewnie każdy. Czego jednak się tam spodziewać w mroźną styczniową noc? Było 4 stycznia 1906r,  zawierucha, śnieg i trzaskający mróz. Dla wybierającego się na nocny patrol leśnika Karola miał to być kolejny rutynowy obchód lasów. Na konia zapakował niezbędny ekwipunek, wstąpił po swojego ucznia Ericha i wyjechali z Czerwięcic w kierunku szonowickiej Małej Remizy. Teren znali doskonale, a do przezwyciężania naturalnego strachu też już przywykli. Choć wzrok w głęboką noc zawodzi to wyostrzają się pozostałe zmysły. Gdy weszli do niewielkiego lasku usłyszeli trzask łamanych na mrozie gałęzi. Byli pewni, że tym razem stawiający wnyki kłusownicy nie ujdą im bez szwanku. Podążali za nimi kilka minut, co rusz nasłuchując gdzie podążają kroki. Kłusujący zorientowali się, że z myśliwych stali się ofiarą i w pośpiechu podążali w kierunku wsi. Zamiar ten leśnik Karol ze swoim pomocnikiem Erichem postanowili udaremnić, od pól przy Ostrej Górce, zachodząc drogę kłusownikom. Ci, gdy zorientowali się, że odcięto im drogę ucieczki, w gęstym mroku zaczęli strzelać na oślep. Pierwszy padł leśnik Karol Waniek, jego pomocnik Erich Miiler został ciężko raniony. Resztkiem sił dotarł do karczmy oberżysty Hiibnera by sprowadzić pomoc dla Karola. Zbudzony w środku nocy karczmarz zaprzągł konie, odszukał leżącego na skraju lasu, konającego leśnika i przewiózł go do rodzinnego domu w Czerwięcicach. Niestety rany okazały się śmiertelne. Kilka tygodni później, przed Sądem w Raciborzu, rozpoczął się głośny proces o zabójstwo. W maju 1906r zapadł wyrok. Na świadków powołano aż 36 osoby, w tym właściciela ziemskiego z Szonowic Carla Wrochema i agenta pocztowego z Szonowic p. Kalabisa.  O popełnienie tej zbrodni, a nadto o kłusownictwo oskarżony był chałupnik Józef Ciężkowski, który z synem Waltrem w dniu 4 stycznia 1906 roku zastrzelili leśniczego Karola Wańka, a ucznia Ericha Miilera ciężko ranili. Sprawcą zabójstwa okazał się faktycznie Józef Ciężkowski, został uznany winnym. Sąd skazał go na karę dożywotniego cuchthauzu czyli więzienia. Syn jego Walter także otrzymał karę pozbawienia wolności. W miejscu gdzie zginął leśniczy Karol, właściciel ziemski Carl Wrochem nakazał usadowić pamiątkowy kamień z inskrypcją 4.4.1906. Nie wiem dlaczego inskrypcja 4 kwietnia skoro całe zdarzenie miało miejsce 4 stycznia? Być może na kamieniu widnieje data jego faktycznego posadowienia w Małej Remizie. W trakcie działań wojennych II Wojny Światowej kamień został uszkodzony ale na szczęście inskrypcja się zachowała. Kamień ten na skraju Małej Remizy stoi po dziś dzień choć niewielu mieszkańców Szonowic dostrzega go wśród leśnych gąszczy, niewielu też pamięta o tamtym tragicznym zdarzeniu. Proponuję z nadejściem wiosny 2018r miejsce to nieco uporządkować, wykarczować wokół kamienia chwasty, a w otoczeniu zasadzić dwie lipy.