Zwyczaje Wielkanocne w Szonowicach czyli jak to pierwej bywało.

Zwyczaje Wielkanocne rozpoczynaliśmy razem z omą szukaniem kwitnących bazi, z których robiło się palmy na Niedzielę Palmową. Gałązki bazi ozdabiane były trawkami i kolorowymi wstążeczkami. Po poświęceniu palmy i powrocie do domu  wkładało się ją do wazonika w ozdobnej izbie albo wiesząło gdzieś na górze pomiędzy „krokwie’, by chroniła dom przed uderzeniami pioruna i pożarem. Porządki w chałupie i obejściu trwały od poniedziałku do środy. Wielki Tydzień nie był czasem by wykonywać roboty w polu i ogrodzie. To nie wróżyło dobrze plonom i urodzajom. W wielki czwartek gospodarz z poświęconej palmy robił trzy krzyżyki, które w Wielki Piątek wynosił w pole. W kościołach milkły dzwony, a w ich miejsce pojawiały się drewniane klekotki. Chłopcy i młodzieńcy trzy razy dziennie obchodzili z klekotkami całą wieś. Na zakończenie obchodu byli obdarowywani słodkościami. W wielki piątek gospodarz wychodził z chałupy wczesnym rankiem, zanim jeszcze słońce wzeszło, zanosił zrobione ze święconej palmy krzyżyki na swoje pola i ogrody, wbijał je do ziemi, co miało uchronić zasiewy przed gradobiciem, suszą i powodzią. Piątek był dniem ścisłego postu i umartwiania. Wielka sobota zaś, to czas święcenia ognia od którego zapalano przynoszone z domu gromnice mające chronić domostwa w czasie burz i nawałnic.  Święcenie potraw w wiklinowym koszyczku nie było tradycyjnym zwyczajem w tej części śląska. Tradycja ta zawitała w nasz region dopiero w latach siedemdziesiątych. Każda panna, dziewczyna przygotowywała się do Wielkanocy w sposób szczególny. Wiosna, budząca się do życia przyroda powodowały większą aktywność kawalerów szukających narzeczonych. Te śląskie kroszonki miały pewien wymiar społeczny. Im kroszonka piękniejsza, staranniej wykonana tym lepiej świadczyła o dziewczynie, która ją wykonała. Jajka barwiło się w łuska cebuli potem starannie skrobano lub malowano woskiem. Pamiętam jak na jajkach wypisywało się krótkie miłosne wierszyki lub życzenia. Tymi kroszonkami panny obdarowywały kawalerów w lany poniedziałek. To był dzień szczególny przeznaczony na zabawy, wygłupy i odwiedziny. Na Śląsku oblana panna powinna odwdzięczyć się kawalerowi pisanką której kolor i ewentualnie umieszczony na jajku napis stanowiły bardzo istotną informację dla starającego się o względy chłopaka. Kawaler, który miał szansę u dziewczyny, dostawał jajko bordowe, czerwone z jakimś miłym wierszykiem.