Czerwony pasek, nagroda wójta, prezydenta, burmistrza.

Koniec roku szkolnego czasem podsumowań, uhonorowania ambicji, pracowitości i talentu ale czy najlepszych???
Przeczytałam gdzieś mimochodem „Zdjęcia cenzurek dumnych rodziców opanowują portale społecznościowe, a Media Expert płaci za najlepsze oceny”. Jestem matką dwójki dzieci w wieku szkolnym, dwóch wspaniałych synów o zupełnie odmiennych charakterach, o zgoła odmiennym podejściu do nauki i codziennego życia. Sama byłam niegdyś wzorową uczennicą chwaloną na akademiach gdzie wręczano najlepsze świadectwa. Dziś postanowiłam podzielić się kilkoma moimi spostrzeżeniami na temat tej czerwonej kreski na kawałku papieru, który dostaje się na odchodne po każdym roku szkolnej edukacji? Otóż, w moim przekonaniu system polskiego szkolnictwa, oceniania wiedzy, premiowania frekwencji, pozostawia wiele, wiele do życzenia. Od długiego czasu, odnoszę wrażenie, że dzieci częściej nagradzane są za udzielenie poprawnych, zgodnych z oczekiwaniami i schematami, odpowiedzi, a nie za kreatywność czy faktyczne postępy w nauce. Pedagodzy, wychowawcy, nauczyciele częściej szukają sprawnego i niewymagającego większego wysiłku powodu by wystawić taką czy inną ocenę, a nie szukają sposobu na to, by uczeń podciągał się w swoich najsłabszych dziedzinach, by porywał się na odwagę wyrażania swoich przekonań czy pokonywał i przełamywał swoje słabości. Co jest większym sukcesem, celująca ocena bardzo zdolnego młodego człowieka, któremu przyswajanie wiedzy nie sprawia żadnej trudności, czy mocna trójka czy czwórka postawiona dziecku, które musiało włożyć ogrom pracy i wysiłku by ją zdobyć? Jako matka dwóch uczniów, z których starszy nie potrzebuje wiele, by z marszu przyswoić wiedzę na poziomie swojej klasy, a młodszy by osiągnąć to samo musi już przysiąść i popracować, wiem co znaczy ocena na świadectwie. Trudno się więc licytować na średnie pokazując cenzurki na fb. Katarzyna Kucewicz, terapeutka z Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden wysuwa bardzo trafne wnioski w tym temacie: ” To w szkole wykształca się poczucie „gorszości”, odmienności. System edukacji jest bezwzględny. Ignoruje wysiłek, jaki wkłada dziecko trójkowe w to, by poprawić stopnie. Ignoruje, gdy dziecko z otyłością przełamuje opór i ćwiczy na gimnastyce. Liczą się oceny, wyniki, inteligencja rozumiana jako posiadanie wiedzy, a nie umiejętności społeczne, artystyczne czy inne. Wiele dzieci jest krzywdzonych przez szkołę, gdzie pacyfikuje się ich talenty, odrębność, indywidualność, na rzecz oczekiwań, by funkcjonowało według obowiązującego systemu. Co więcej, rodziny od pokoleń koncentrują się na ocenach, traktując szkołę nie jako miejsce do zdobywania wiedzy, tylko do zdobywania stopni”. Co mają powiedzieć rodzice, którzy mają np. dwoje dzieci, w tym jedno z dysfunkcjami? Jak czuje się, kiedy wszyscy zachwycają się tym drugim, które przyniosło świadectwo z paskiem? Wystawianie ocen za zdolności i talenty to tak jakby wystawiać cenzurkę za wyjątkowość urody. Uważam, że dzieci, młodzież należy chwalić za to co im się udaje, za to że potrafią przełamać swoje strachy, fobie, słabości, że potrafią przyznać się do błędu, dzielnie znosić porażki i sytuacje trudne, chwalić za pokonywanie barier w myśleniu. Wtedy dodamy im skrzydeł niezależnie od posiadanych talentów czy zdolności, wyzwolimy w nich odwagę realizacji pasji i zainteresowań, a do tego stopnie nie są im wogłóle potrzebne. Światowej sławy biznesman Robert Kiyosaki mówi: „piątkowi uczniowie pracują u trójkowych, a czwórkowi w urzędach”. Katarzyna Kucewicz zaś podsumowuje: „Bycie średnim uczniem daje przykrą etykietę „przeciętności”, która może owocować pracą bezpieczną, bez ryzyka, ale w cieniu. Bycie uczniem trójkowym zaś oznacza, że dziecko rozwija prawdopodobnie gdzieś indziej swoje talenty i pasje, co pobudza jego kreatywność, a tym samym wzmacnia cechy lidera”. To takie kilka dygresji dla ochłody tych ugrzecznionych prymusów, a tym trójkowym i czwórkowym dla uświadomienia, że nie są w niczym gorsi bo mają wiele innych zalet.

zwykła i kochająca swoich synów mama.